Z symboliką wokół Euro jest coś nie tak

„Koko Euro spoko” – hit o takim tytule ma zagrzewać naszych piłkarzy i ich kibiców podczas Euro. Nie dyskutuję z wolą ludu, bo i po co? Sami sobie to wybraliście. Nie rozumiem tylko o co chodzi z tym „koko”. To jakieś nawiązanie do kur? Ale dlaczego? W każdym razie Maryla Rodowicz, Wilki, Feel i inne gwiazdy naszego szołbizu dostały niezłego prztyczka w nos.

Inna sprawa, że z symboliką wokół tego Euro w ogóle coś nie tak. Najpierw maskotki, czyli tych dwóch dziwnych gości… Zastanawiałem się niedawno czy chciałbym coś takiego dać swojemu synowi. Nie jestem homofobem, ale pomysł z przytulankami Slavek i Slavko w łóżeczku dziecka raczej odpuściłbym sobie. Później mieliśmy ogólnonarodową szopkę z orzełkiem na koszulkach. Zabieranie go z koszulek piłkarzy to głupota, zgadzam się, bo nie ma sensu zmieniać fajnej tradycji. Tyle że do sprawy wtrącili się oczywiście miłościwie nam panujący politycy i wykombinowali, że orzełek powinien być teraz na strojach reprezentantów Polski we wszystkich dyscyplinach. Ciekawe jak go nalepią na przykład na kombinezon skoczka narciarskiego, skoro tam zabraniają tego przepisy. Albo na pierś pływaka, który startuje w slipkach. Chyba że na majtki, ale nie wiem czy to fajny pomysł. A teraz ta piosenka z kurami w tle.

Ale w porządku, przynajmniej coś się dzieje, a ja mam o czym pisać. Za to za nic nie umiem zrozumieć tego całego jazgotu o bojkot Euro z powodu Julii Tymoszenko. Austriacki rząd właśnie ogłosił solidarność z Tymoszenko i Euro sobie odpuszcza. Fantastycznie. Ich piłkarze chyba wszystko przewidzieli już dawno temu, bo przerżnęli eliminacje i Euro mają z głowy już od dawna. Mogli już wtedy powiedzieć, że to z tego powodu… Generalnie – jeśli ktoś chce bojkotować, proszę bardzo, ale dajcie zwykłym ludziom spokój.

Zgadzam się, że postępowanie z byłą premier Ukrainy ludzi z jej własnego kraju jest oburzające, ale czy aby na pewno dzieje się tak od kilku dni? Czy nikt z ważnych wcześniej tego nie widział? Nie chcę się mieszać w politykę, ale drażni mnie tylko głupota, i to niezależnie od legitymacji partyjnej. Przed igrzyskami olimpijskimi w Pekinie też było głośno o bojkocie, a kilku ważnych polityków nie pojechało na otarcie imprezy. Dzisiaj z Chińczykami wszyscy robią interesy i jakoś nikomu nie przeszkadza, że nie rozwiązali sprawy Tybetu, nie wypuszczają więźniów politycznych, a problemy z przestrzeganiem praw człowieka znają nie tylko z książek. Ale wiadomo, to już było, teraz modne jest Euro. Tylko że ja tego nie kupuję. Wiem, że polityka i wielki sport przenikają się bardzo mocno, ale moim świętym prawem jest tego nie znosić.