Lance Armostrong, król oszustów

Lance Armstrong. Skazany, winny, dopingowicz. Co ciekawe, w tej właśnie kolejności. Najpiękniejsza sportowa bajka wszech czasów przestała istnieć. Z super bohatera do zera. Nie łudziłem się nigdy. Pisałem już kiedyś, że Lance ścigał się w „dzikich czasach”. Był najdzikszym z dzikich. Nieprzeciętnym, skutecznym… geniuszem. Tak jest. Dla mnie ten gość zawsze będzie siedmiokrotnym zwycięzcą Tour de France. Pokonywał takich jak on, oszustów. Popatrzcie tylko na pierwsze dziesiątki tych wyścigów, a później wygooglujcie tych gości i może pomyślicie tak, jak ja. Jest i będzie największym symbolem tego wyścigu już zawsze. Jeśli ktoś kojarzy nazwisko LA kojarzy tour. I na odwrót. Sorry, Francjo. Poza tym, to że się koksował nie oznacza, że wygrywał tylko dzięki temu. Był też nieprzeciętnym kolarzem, mimo wszystko jednym z najlepszych w historii.

Nie bronię Armstronga, nie znoszę dopingowiczów. Uważam, że sprawa Amerykanina to największy sportowy skandal w historii sportu. Taki Ben Johnson to przy Lancie malutki oszuścik, gimnazjalista w krótkich spodenkach. Nie rozumiem jednak tej radości ludzi z WADA, czyli instytucji ścigającej dopingowiczów. Nie rozumiem UCI. Lance Armstrong to też wasz największy wyrzut sumienia. Lance Armstrong to pokaz nieskuteczności i bezradności ścigających dopingowych przestępców. Przez tyle lat nikt go nie złapał. Nikt! Nigdy! Wstyd. Nie dziwię się twórcom spiskowych teorii sportowych dziejów, którzy twierdzą, że są gwiazdy, których nikt nie rusza, bo nikomu się to nie opłaca. LA to jakby potwierdzenie tej teorii – przecież nie poległ w wyniku pozytywnej próbki, a normalnego dochodzenia, z przesłuchaniami, setkami świadków i tak dalej. Jakby chodziło o coś więcej niż czystość sportu i sprawiedliwość.

Zastanawiam się w tym wszystkim nad jednym – po co Lance się przyznał? Nie wierzę, że chodzi tylko o skrócenie kary i możliwość startów w triathlonie. Za mały zysk w stosunku do ceny. Zbyt wyrachowany to gość, żeby tak grać. W historię o dzieciach, łzy skruchy w kąciku oka i tym podobne też nie wierzę. Może dzięki temu nie pójdzie do więzienia? Albo odwrotnie – wkrótce wróci na białym koniu, jako syn marnotrawny, którego łzawą historię pokochała Ameryka. Tak czy inaczej – nie sądzę, że to wszystko się, ot tak skończy.