Spokojnie, bez nerwów, wszystko pod kontrolą

Są powody do optymizmu. I to sporego – tak można najkrócej podsumować pierwszy weekend Pucharu Świata w biegach narciarskich, myśląc o Justynie Kowalczyk. To dużo, bo przecież większość kibiców jeszcze dwa dni temu miała w głowie dużo pytań. I wszystkie bez odpowiedzi. Zresztą, miała je też pewnie Justyna i jej zespół. Wszystko przez krótszy okres przygotowawczy i – przede wszystkim – trudne pod każdym względem ostatnie miesiące. Sama Justyna pytana o formę mówiła krótko: „Nie wiem”.

Po dwóch dniach biegania w Ruce pod Kuusamo wiemy już więcej. Wszyscy. Wniosek jest taki, że zaczęło się dobrze (a gdyby nie wywrotka w sobotę…) i że z każdym kolejnym startem powinno być lepiej. Wiem, brzmi banalnie, ale prześledźcie poprzednie sezony (wytnijcie tylko z tego zestawienia ten ostatni) – Justyna zaczęła bardzo podobnie. A później, tydzień po tygodniu była coraz silniejsza.

I teraz też powinno tak być. Dzisiaj ma już szybkość, brakuje jeszcze trochę wytrzymałości, ale spokojnie, bez nerwów, wszystko w swoim czasie…

Oczywiście, zmieniło się wiele pod wieloma względami, ale ciągle oglądamy wybitną sportsmenkę. Z wielkimi osiągnięciami i kolejnymi celami. Mistrzostwa świata w Falun? – Mam stamtąd głownie miłe wspomnienia. To tam odbierałam wszystkie Kryształowe Kule – mówiła mi niedawno i dodawała, że najbardziej interesują ją tam dwa biegi – sprint i 30 km klasykiem. – Dzisiaj nawet bardziej ten pierwszy, choć dopiero w trakcie sezonu okaże się czy jestem bardziej wytrzymała czy szybka – tłumaczyła. Już w Kuusamo, zapytana czy gdyby mogła wybrać sukces podczas mistrzostw czy jednak Kryształową Kulę za triumf w klasyfikacji generalnej PŚ, postawiłaby pewnie na tę drugą. A jej myśli sięgają dalej, bo nawet kolejnych igrzysk, tych w Pyeongchang (dotąd startowała w igrzyskach trzy razy, zawsze wracała z medalem). Oczywiście pod warunkiem, że pozwoli na to kręgosłup, z którym ma poważne problemy. W każdym razie wybierze sama.

Jedno się od lat nie zmieniło – słów „trzeba wiedzieć, kiedy ze sceny zejść” nie lubi. – Bo to głupie pieprzenie! W innych zawodach nikt tego nikomu nie mówi. Uważam, że jeśli ktoś się czegoś uczy przez wiele lat i ma sposobność oraz chęci, aby to robić – jego sprawa, jak długo pozostaje aktywny. Jedni chcą odejść w glorii, inni robią coś, dopóki mają na to ochotę, a jeszcze innych do rezygnacji zmusza los. Ja nadal chcę biegać! – powiedziała mi niedawno. I tego się trzymajmy…

Adamek – emeryt, który pewnie wróci

Mam w nosie gadanie w stylu „trzeba wiedzieć, kiedy ze sceny zejść”. To głupie pieprzenie! W innych zawodach nikt tego nikomu nie mówi – powiedziała mi ostatnio jedna z największych gwiazd polskiego sportu w rozmowie, którą za jakiś czas przeczytacie w jednym z wydawnictw „Przeglądu Sportowego”. Czytałem te zdania kilka razy i próbowałem przenieść na sytuację Tomasza Adamka po walce z Arturem Szpilką („ Dobrze się czuję, nie ma na mnie nawet śladu walki” – powiedział mi, kiedy już wylądował w USA). Brzmi rozsądnie, bo faktycznie często ludzie z zewnątrz próbują „wiedzieć lepiej”. – Jeśli ktoś się czegoś uczy przez wiele lat i ma sposobność oraz chęci aby to robić, jego sprawa. Jedni chcą odejść w glorii chwały, inni robią coś, dopóki mają na to ochotę, a jeszcze innych do kończenia zmusza los – to kolejne zdania z tego wywiadu. Też pasuje do Adamka, prawda? Tylko to nie jego słowa.

W moim wywiadzie dla „Przeglądu Sportowego” Adamek mówi, że jest emerytem, który może wrócić na ring. Co go może skłonić? Odpowiedź jest prosta, bo jak nie wiadomo o co chodzi, to… wiadomo ;)

I stawiam, że Adamek w ringu jednak jeszcze wystąpi. Tylko ja już chyba nie umiem sobie go wyobrazić w formie z najlepszych lat. Szybkiego, dobrze poruszającego się na nogach, z wielkim sercem i pomysłem na walkę. Adamka, który czując krew, nie wypuszcza ofiary z rąk. Patrząc na osiągnięcia jest najlepszym polskim pięściarzem zawodowym w historii, ale listy sukcesów już nie powiększy. Nawet, jeśli spędzi na treningach w Gilowicach pół roku. Będzie przegrywał z wiekiem. Za kilkanaście dni skończy 38 lat. Ktoś powie, że to nie jest jakoś bardzo dużo dla pięściarza wagi ciężkiej. Tylko że Adamek nigdy nie bazował na silnym ciosie i nie urodził się jako „ciężki”. Przyjął w karierze sporo mocnych ciosów, stoczył kilka ringowych wojen… Jeśli chce, niech wraca, ale wierzę też, że pamięta, co mówił o zdrowiu.

Poza tym, ma też fajną rodzinę, domy w USA i Polsce oraz sporo pieniędzy na koncie. Nie musi walczyć, żeby przeżyć. A żyć ma dla kogo, co akurat sam często podkreśla. Rozmawialiśmy o tym po porażce z Wiaczesławem Głazkowem oraz przed i po przegranej ze Szpilką.

Wiem, jak chciałbym, żeby się pożegnał z ringiem. Żeby nie rozmieniał się na drobne i żeby za kilka lat dało się z nim fajnie pogadać przy kolacji. Mnie jednak łatwo mówić, bo to tylko słowa. Prawdziwą decyzję podejmie sam Adamek. A może już podjął?

Adamek kontra Szpilka, czyli kontuzja, której nie ma

Nie moge uwierzyc co sie stalo. Dzisiaj podczas biegu poslizgnąłem sie i poczulem bol w kostce. Okazalo sie ze skrecilem kostke jestem wkurwiony jak nigdy. Przepraszam wszystkich kibicow nie wiem co ze soba zrobic – to oryginalny zapis wiadomości z oficjalnego fanpage Artura Szpilki i krąży w internecie. Brzmi sensacyjnie, ale spokojnie, nie ma w nim nic z prawdy. To tylko „żart” jakiegoś głupola. Widać komuś się bardzo nudzi.

– Ale o co chodzi? Dzwonią do mnie ludzie i opowiadają, że coś w internecie widzieli. Że mam kontuzję stopy. Jaką kontuzję!? Wszystko jest super, czuję się świetnie! Zresztą, sami zobaczycie – oto reakcja Artura Szpilki na tę informację. Równie zdziwiony był trener Fiodor Łapin, gdy z nim rozmawiałem. – Artur ma kontuzję? A jaką? Widziałem go podczas obiadu, później wyjechał coś kupić. Nie sądzę, żeby w tym czasie doznał urazu, zrobił sobie prześwietlenie i zamieścił zdjęcie w internecie, a mnie nic nie powiedział – mówił z uśmiechem szkoleniowiec. Gdyby ktoś nie wiedział o co chodzi – to zrzut ekranu z wiadomością, która krąży po internecie:

Szpilka-nibykontuzja

To by było na tyle krótkiej niedzielnej „sensacji”. Pytanie tylko kto i po co wymyśla takie głupoty? Bo ja tego nie rozumiem. Pewnie dla zabawy, choć wydaje mi się, że to akurat średnio zabawne. Krótko mówiąc – stop głupkom!

Na tę chwilę nic nie wskazuje na to, aby gala Polsat Boxing Night, która odbędzie się w przyszłą sobotę w Krakowie była w jakikolwiek sposób zagrożona. Tomasz Adamek jest w Gilowicach i twierdzi, że czuje się znowu jak w najlepszych latach, Artur Szpilka też przekonuje, że przygotował się najlepiej jak było to możliwe. Pozostali bohaterowie gali też – z tego co słyszę – są zdrowi, a bilety sprzedają się rewelacyjnie. I niech tak zostanie aż do soboty.