Marit Bjoergen wróciła i już wygrywa

Słynna Norweżka przewinęła syna, zapięła narty i znowu wygrała. Bjoergen jest gotowa na Puchar Świata.

Opowiadała o przeziębieniu, z powodu którego nie wystartowała w piątkowym sprincie podczas zawodów FIS w Beitostolen, mówiła o tym, jak zmieniło się jej życie, które teraz jest podporządkowane rytmowi życia syna Mariusa, ale w sobotę założyła narty, stanęła na starcie biegu na 10 kilometrów łyżwą i dalej wszystko było jak zwykle – Marit Bjoergen zostawiła koleżanki za plecami i na mecie była najlepsza. Za tydzień stanie na starcie inauguracji Pucharu Świata w Kuusamo i w Finlandii pewnie znowu będzie opowiadała o tym, że chce po prostu próbować wypaść jak najlepiej, że jest autsajderką, bo dawno jej nie było na imprezie tej rangi, a później ruszy i… no właśnie. Dzisiaj wiemy, że znowu jest silna. Czy aż tak, aby znowu wygrywać? Wiele na to wskazuje.

Zrzut ekranu 2016-11-21 o 15.24.09
W sobotę w Beitostolen Bjoergen wystartowała po raz pierwszy od blisko 20 miesięcy. W grudniu 2015 roku urodziła syna. Chciała wrócić jeszcze szybciej, ale proza życia młodej matki plus urazy i przemęczenie sprawiły, że przerwa była dłuższa niż pierwotnie planowała multimedalistka zimowych igrzysk i mistrzostw świata. Kiedy jednak znowu stanęła na starcie, była silna. – Wstałam wcześnie, zmieniłam dziecku pieluchę, nakarmiłam i pobiegłam. Nie to jednak jest dla mnie najważniejsze, ponieważ nie był to dla mnie zwykły start, gdyż w tym roku kilkakrotnie wahałam się, czy nie zakończyć kariery. Powodem nie było urodzenie syna, lecz kontuzje i wiek. Do powrotu do rywalizacji motywował mnie żarliwe mój partner Fred Boerre Lundberg. Teraz już wiem, że to jeszcze nie koniec, tylko początek czegoś nowego – mówiła i opowiadała dalej: – Przerwa była faktycznie tak długa, że do końca nie byłam pewna swojej dyspozycji startowej, ponieważ mogłam ocenić siebie tylko według wyników osiąganych na treningach. To jednak nie jest to samo. Dlatego jestem zadowolona z sobotniego startu, który był ważnym sprawdzianem, przede wszystkim psychiki. To jest dla mnie zupełnie nowa sytuacja. Wstałam wcześnie rano, zmieniłam Mariusowi pieluchę, a później go nakarmiłam. Wcześniej koncentrowałam się na każdym biegu w samotności. Teraz w ogóle nie myślałam, że za chwilę stanę na linii startu. Po prostu pobiegłam tam po zakończeniu obowiązków matki, automatycznie przypięłam narty i pobiegłam. Dopiero na trasie zaczęłam myśleć jak biegaczka.
Norwescy dziennikarze wyliczyli, że od ostatniego występu Marit w Pucharze Świata minęły 622 dni (ostatni raz startowała 15 marca 2015 roku w Oslo, wygrała tam bieg na 30 kilometrów techniką dowolną). Teraz błysnęła formą pokonując drugą Heidi Weng o 11,7 sekundy, a trzecią, zdaniem ekspertów główną kandydatkę do triumfu w klasyfikacji generalnej PŚ (Bjoergen nie będzie startowała we wszystkich zawodach) Ingvild Flustad Oestberg o 28,2 sekundy.
Bjoergen wie też doskonale, że jest potrzebna Norwegom. Szczególnie po dopingowej wpadce Therese Johaug, która ostatnio była gwiazdą numer jeden w Norwegii. Teraz młodsza koleżanka Marit będzie najpewniej trochę odpoczywać jako zdyskwalifikowana biegaczka. Bardzo możliwe, że zabraknie jej podczas mistrzostw świata w Lahti. Rolę tej, która zadowoli rodaków przejmie więc znowu Bjoergen, choć ona sama na razie przekonuje, że owszem, występ w Lahti jest najważniejszy w tym sezonie, ale ucieszy ją choćby jeden medal, obojętnie jakiego koloru. Takie słowa Marit powtarza w zasadzie przed każdą wielką imprezą…

Dodaj komentarz

Wymagane pola są oznaczone *.