Weekend niedosytu dla polskiej zimy

Według słownika języka polskiego PWN „niedosyt” to „stan nienasycenia, niezaspokojenia”. I w takim właśnie stanie z Kuusamo wyjechali skoczkowie, Justyna Kowalczyk i polscy dziennikarze oraz garstka fanów, a kibice odchodzili od telewizorów. Tak, tak, wiem, że w Laponii byli nasi kombinatorzy, którzy punktowali, a poza tym… ale to na koniec.
Gdyby ktoś powiedział przed inauguracją sezonu, że odbędą się dwa, dość sprawiedliwe, konkursy, a do tego Maciek Kot wyjedzie z Ruki z miejscem w pierwszej dziesiątce klasyfikacji generalnej PŚ, Piotr Żyła będzie tuż za nią, a solidne skoki odda Piotr Żyła, pewnie większość nie miałaby nic przeciwko. A jednak – Maciek mógł wejść wreszcie na podium, a Piotrek doskoczyć do dziesiątki. Kamil Stoch też mógł być zupełnie gdzie indziej, niż dwa razy w trzeciej dziesiątce. To nie są pobożne życzenia, tylko realna ocena możliwości. Kiedy już w końcu Kamil trafi w próg, poleci bardzo daleko. I w końcu pewnie trafi, choć nawet trener Stefan Horngacher rozkłada ręce, gdy słyszy pytanie o to, kiedy może się to stać. Maciek jest już skoczkiem światowej czołówki. Zostało utrzymać formę i ćwiczyć cierpliwość, bo w przeszłości najczęściej przegrywał ze swoimi ambicjami. Teraz potrzeba mu spokoju, bo wynik przyjdzie. W końcu musi.
Nie mam pojęcia czy „niedosyt” to dobre określenie dla występów Klemensa Murańki i Aleksandra Zniszczoła, bo nasza młodzież, która już najmłodsza nie jest, wróciła bez punktów. Austriacki trener dał im jednak kolejną szansę i jadą do Klingenthal.
„Niedosyt” to też hasło dla Justyny. Szczególnie jeśli chodzi o sobotni sprint. Odpadła w bardzo mocnym ćwierćfinale po własnych błędach, choć to wszystko mogło potoczyć się zupełnie inaczej. A tak, rozmawialiśmy sobie po biegu w czasie, gdy mogła walczyć w półfinale. Szkoda… Do niedzielnej dziesiątki klasykiem już takich zastrzeżeń nie ma. Była dziewiąta, widocznie na razie na tyle było ją stać. Wciąż jednak uważam, że to niezły punkt wyjścia dla myśli o podium podczas mistrzostw świata w Lahti.
W Laponii biegali też inni biało-czerwoni, ale może najlepiej będzie na razie o tym zapomnieć i nie komentować. Błysnąć efektownym zdaniem o słabości jest naprawdę łatwo, ale lepiej jeszcze poczekać.
I wreszcie wspomnieni kombinatorzy. Tam prawie wszyscy mogą czuć niedosyt. Nasi zdobywali punkty, co zawsze jest dobrą wiadomością, ale tak generalnie, za każdym razem, gdy oglądam na żywo imprezę, gdzie trwają biegi, skoki i kombinacja, mam wrażenie, że ci ostatnio nie bardzo interesują nawet FIS. Skaczą, gdy akurat nie robią tego skoczkowie, biegają, gdy ktoś im zwolni trasę. W Kuusamo nawet nie bardzo przygotowali im trasę po rywalizacji w klasyku biegaczy. Poupychani w okienka, w sumie niechciani, na marginesie wielkiego zimowego świata. Tak, mogą czuć niedosyt. Ale tak naprawdę to chyba musi być im smutno, po prostu.

Dodaj komentarz

Wymagane pola są oznaczone *.