Łyżwa Justyny jest słaba. I taka musiała być

Dokładnie 53. miejsce i 1:20 straty do najszybszej Jessiki Diggins – to wynik Justyny  Kowalczyk w drugim dniu trzydniówki w Lillehammer, czyli biegu na 5 kilometrów techniką dowolną. Tak słabych wyników na dystansie Justyna nie osiągnęła od wielu lat, ale właściwie tak miało być. Albo inaczej – nie mogło być inaczej. Warto jednak podejść do sobotnich wyników bez ekscytacji. Sama Kowalczyk mówiła, że chcę ten start „przetrwać”. Technikę dowolną Polka odstawiła już jakiś czas temu. Doradzili jej to lekarze ze względu na stan zdrowia.

Zrzut ekranu 2016-11-23 o 17.02.32
W Lillehammer pobiegła, bo musiała, aby w niedzielę wystartować na 10 kilometrów klasykiem (impreza w Lillehammer to mini tour). A klasyk interesuje ją bardzo. „Dycha” tą techniką ma być głównym punktem sezonu, bo taki bieg zostanie rozegrany podczas mistrzostw świata w Lahti. Cel jest jakby jasny – powalczyć o podium. W niedzielę też miejsce poza pięćdziesiątką Justyny nie interesuje. Tydzień temu w Kuusamo była w dziesiątce i teraz też chce o to walczyć. Przynajmniej w tym konkretnym biegu, bo do miejsca w dziesiątce klasyfikacji generalnej imprezy traci blisko minutę. Jak zwykle więc ostatnio pewnie będzie biegła slalomem wyprzedzając kolejne rywalki, ale ten slalom zawsze kosztuje wiele sił.
Tak czy inaczej później na dwa miesiące zniknie z Pucharu Świata. Wybiera starty w Pucharach FIS i spokojne treningi. Wróci na próbę przedolimpijską w PyeongChang (gdzie być może po raz ostatni wystartuje na wyczynowym poziomie łyżwą, bo chcąc poznać pętlę olimpijskiej trasy weźmie udział w biegu łączonym). Później jeszcze ulubione Otepää i wyjazd do Lahti.
Najpierw jednak Lillehammer. W sobotę Justyna poznała norweską „gościnność”, gdy podczas biegu nasłuchała się wyzwisk. „Dziękuję za wszystkie „k..wy” i buczenie na trasie moim norweskim „kibicom”. Dzięki takim jak Wy chce mi się walczyć na wielu frontach” – napisała na Twitterze po biegu. Norwegowie widać postanowili się uczyć języków, na przykład polskiego.
Norweskie biegi dawno nie przeżywały takiego kryzysu wizerunkowego. Do tego w Lillehammer przegrali ich panowie, wśród pań też nie udało się wygrać. Do tego wszyscy mówią o astmie i dopingowej wpadce Therese Johaug. Kowalczyk w ostatnim czasie akurat stosunkowo mało wypowiadała się na ten temat, trzymała się też z dala od twardych sądów, ale widać akurat ją obrali sobie za cel. Oczywiście, nie wszyscy. Nie można generalizować i wrzucać wszystkich do jednego worka, choć widać, że niektórym przegrzewają się styki. Można jednak przypomnieć, że gdy do Polski przyjeżdżała Marit Bjoergen, była witana kwiatami…

2 Komentarze

  1. Myślę że jutro najważniejszy będzie wynik netto za bieg i straty lub ew. przewagi nad najlepszymi zawodniczkami. żeby móc ocenić czy jest trochę lepiej względem poprzedniego tygodnia.
    Smutno trochę patrzeć gdy Justyna zajmuje 50+ miejsce nie z własnej winy, beznadziejnej formy a po prostu dlatego że zdrowie jej zabrało 50% biegania. Brutalnie przykre.
    W jakimś wywiadzie Pan Bundy mówił o tym że liczy iż Justyna wybierze jak najmocniejsze biegi fiscup, gdzieś w Skandynawii. Pełna zgoda, Jedynie tam można się poprawiać, nawet z drugim garniturem Norweżek typu Haga, Kristoferssen, Ek Hagen itp.
    Od jutra też można odliczać czas do punktu kontrolnego – Oteppa17′ tam ma być blisko ideału :)

Dodaj komentarz

Wymagane pola są oznaczone *.